Kpt. Jerzy Knabe

Don Jorge. W ubiegły weekend miałem okazję od początku do końca uczestniczyć w Przeglądzie Filmów Żeglarskich w Warszawie. Jestem naprawdę usatysfakcjonowany. Wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania tego niezwykłego wydarzenia należą się serdeczne gratulacje. W internecie było i jest wiele informacji na temat planowanej imprezy ale po jej zakończeniu trzeba ją skwitować i naprawdę docenić. Była potrzebna, ciekawa i chwała organizatorom.

Przyznam szczerze, że znacznie przekroczyła moje osobiste oczekiwania. Będąc akurat na „gościnnych występach” w Polsce – i bez uprzedniego zapoznania sie z zapowiedzianym programem (mea culpa) – sądziłem, że obejrzę  filmy na amatorskim poziomie nakręcone na różnych prywatnych rejsach, których jakość i wartość historyczna będzie mierna. Tymczasem obejrzałem kawał historii polskiego i światowego żeglarstwa, filmy o których się słyszało a nie było jak ich obejrzeć no i były to filmy naprawdę na poziomie.

Szczególnie ucieszył mnie pokaz filmu pod tytułem „Na głęboką wodę” – czyli angielski „Deep Water” o tragicznej postaci Donalda Crowhursta, uczestnika regat „Golden Globe” w latach 1958/9. Korespondowaliśmy o tym filmie cztery lata temu i dopytywałem się wtedy czy znany jest polskiej publiczności…

Inna perełka to świetny  polski film o rosyjskich kadetach na żaglowcu „Kruzenshtern” powstały przed dwoma laty. Jego niespodziewaną puentą była obecność na sali kinowej pra-pra wnuczki z siódmego pokolenia Admirała – Alicji Kruzenshtern, która jak się okazuje żyje w Polsce. Była przedstawiona publiczności przez prowadzących pokaz Andrzeja Radomińskiego i Janusza Zbierajewskiego.

Tych dwóch panów nie muszę przedstawiać bo są dobrze znani polskim żeglarzom. Ich konferansjerka, pełna dowcipu i wzbogacona personalnymi wspomnieniami i anegdotami dotyczącymi pokazywanych na ekranie wydarzeń była dodatkowym i chyba niepowtarzalnym wzbogaceniem całego wydarzenia. Konkursy z historycznej wiedzy żeglarskiej przeprowadzane w przerwach między filmami skwitowano uwagą, że na tym festwalu to nagrody otrzymuje publiczność a nie twórcy filmów…

Nie będę recenzował wszystkich pokazanych filmów ale zapewniam, że wszystkie były warte obejrzenia. Ich wykaz jest łatwo dostępny gdzie indziej. Dość rzec, że przypomniano nam postacie Zaruskiego, Teligi, Maciejewicza, Jurkiewicza, Chorenia, Theyerdala, Moitessiera, Knox-Johnstona i innych, stare i nowe a znaczące rejsy jak wyprawa „Kon-Tiki” czy też  wyczyn załogi jachtu „Stary” na Przejściu Północno Zachodnim.

Ten dwudniowy festiwal jest wynikiem osobistej inicjatywy Andrzeja Minkiewicza, który wpadł na pomysł nawet nie wiedząc (bo jest młodego wieku), że jest kontynuatorem podobnych działań prowadzonych przez Józefa Żyłę ze Śląskiego OZŻ w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku i wnowionych  przez Jerzego Wożniaka rektora Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi.  Ci ludzie z róznych powodów nie mogli zapewnić utrwalenia swoich pomysłów, niemniej wskazuje to, że – jak widać – takie cenne dla kultury marynistycznej w Polsce inicjatywy są zazwyczaj osobistą zasługą jednostek a nie instytucji…Gdy takiej jednostki zabraknie – sprawa zamiera.

Wtedy na pierwszym festiwalu na Śląsku Andrzej  Radomiński otrzymał nagrodę Grand Prix i Nagrodę Publiczności za pokazany również obecnie film o Kubie Jaworskim. Dwudziestoletnia przerwa w udostępnianiu nam dobrych filmów żeglarskich jest stanowczo zbyt długa.

Powodzenie  aktualnego Przeglądu pozwala mieć nadzieje na utrwalenie  pomysłu – od czego Andrzej Minkiewicz wcale się nie uchyla, Kino „Wisła” w Warszawie było pełne i słyszałem komentarze zadowolonej publiczności, że w kolejnych latach sala może okazać się za mała…

Tym razem pomocniczym miejscem dla imprez towarzyszących była Tawerna „Korsarz”, gdzie spotykaliśmy się na koncercie „Czterech Refów” i na ciekawym seminarium o fachowych aspektach fotografowania i filmowania tematów żeglarskich prowadzonym przez Radomińskiego – dla operatorów i reżyserów tych filmów, które dopiero powstaną i będziemy je oglądać na przyszłych Przeglądach.

Tymczasem, kto nie widział niech żałuje a jeżeli trafi się może okazja powtórzenia tego pokazu filmów również poza Warszawą – radzę skorzystać.

Jerzy Knabe
Warszawa 21 listopada 2011

 

Tekst ukazał się na stronie kpt. J. Kulińskiego 21 listopada 2011 r. Przytaczam ten tekst za zgodą obu panów kapitanów.